Gry Podobne » Recenzja 9 Kompanii

Recenzja 9 Kompanii

9 KOMPANIA

RECENZJA


Mało znane, rosyjskie studio zabiera się za grę na podstawie wydanego kilka lat wcześniej filmu wojennego, tworzy świetnego, taktycznego RTS’a, a ludzie na forum twierdzą, że w gatunku panuje posucha. Mało kto na forum zainteresował się tytułem. Nie rozumiem ich, przecież ta gra…

Ta gra mnie zmiażdżyła, wciągnęła w tryby afgańskiej machiny wojennej, dała poczuć grozę wojny mocniej, niż jakikolwiek film czy książka. W tej produkcji o wiele bardziej niż gdziekolwiek indziej mogłem odczuć konsekwencje własnych decyzji. Nie mogę o niej pisać bez emocji. Pierwsza misja, zbieram moich w kupę, atakuję… Padają jak muchy, jeden po drugim, łapię się za głowę, nie ogarniam chaosu… kładą się pod ogniem własnej artylerii, a to wszystko z mojej winy, to przez moje decyzje… Druga misja była jeszcze mocniejsza… Gdy po kilku nieudanych próbach, z pozoru trudny moment dane mi jest przejść bez straty żołnierza, to jest coś niezapomnianego… Nie mówiąc już o zakończeniu misji – nigdy nie sądziłem, że będę się cieszył słysząc radziecki hymn, że będzie on dla mnie powodem do dumy i wyzwoleniem od grozy ostatnich chwil. Ale to nic w porównaniu do obrony zrujnowanej moim własnym atakiem lotniczym wioski… ustawiam moich żołnierzy z nieopisanym pietyzmem, przygotowuję się do walki, przeciwników jest zbyt wielu… Nie mogę się tak po prostu bronić… każda próba mojego kontruderzenia kończy się poprawą sytuacji, ale i utratą paru cennych wojów, patrzę zrozpaczony na obraz pola walki… gdy w końcu moich trzech żołnierzy mają uratować przybyłe posiłki, wydaję rozkazy… ale wpadam w zasadzkę. Dzielni strzelcy padają pod ogniem Mudżahedinów, którzy zdążyli się ustawić na pozycji, czołg wpada pod ostrzał z RPG, z niedowierzaniem obserwuje wydarzenia na ekranie, nie wiedząc, co zrobić, wnętrzności skręcają mi się z przerażenia… Ale dokonałem przełomu, jakimś cudem, a może i działaniami, odbijam ruiny wioski i kontroluję most. Kontrofensywa Duchów załamuje się pod nawałą artyleryjską, setki rakiet ryją piaszczyste wzgórze, miotają zwłokami niczym zabawkami… I ta radość, dzika radość, że się udało, że to koniec… ale nie, gra nie skończona, trzeba będzie jeszcze nie raz przełamać strach, i wrócić Afganistanu. Ta gra…

Nie, nie, nie mogę, ja w ogóle nic nie pisałem, ja… Ja postaram się, choć będzie ciężko, napisać rzeczową, suchą i w miarę zdolności profesjonalną recenzję tej gry. Wybaczcie mi chwile słabości. Przepraszam…

9 Kompania to taktyczny RTS, w którym eksportujemy hasła Czerwonej Rewolucji brodatym braciom ze wshcodu. Już podczas treningu widać, że nie zamierzają dać sobie pomóc bez walki – ilość sprzętu oddanego nam do dyspozycji budzi respekt, a żołnierze znają zdecydowanie więcej rozkazów niż tylko „idź i „strzel”. Co prawda, już pod koniec szkolenia nie pamięta się większości opcji, ale tutaj na pomoc przychodzi dwóch przyjaciół.

Pierwszym z nich jest ukryta pod spacją pauza, a drugim możliwość kontrolowania szybkości upływu czasu. Przy ich pomocy można spokojnie opracowywać taktykę, grupować ludzi w oddziały i bez zbędnego pośpiechu ukryć żołnierza za sugerowaną zasłoną, lub też samemu wybrać bezpieczną pozycję i kazać leżeć. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, a wręcz zaleca się z maksymalną dokładnością wydawać rozkazy każdemu szeregowemu, włącznie z rzuceniem granatu i wskazaniem konkretnego przeciwnika. Trzeba dbać o towarzyszy, wszakże zdobyte doświadczenie przejdzie do następnej misji.

Na arsenał, którego przyjdzie nam używać, składają się etatowe zabawki żołnierzy biorących udział w konflikcie. Podstawę stanowi nieśmiertelny kałach w wersji normalnej i szturmowej, zaporę ogniową postawimy z RKM PK, a ukrytego wroga ustrzelimy Dragunowem. Do dyspozycji oddano nam też granaty i granatniki, osłony balistyczne, pistolety, a w przypadku braku amunicji można szturmować „na bagnety”. Wsparcie artyleryjskie i lotnicze zapewni nam towarzysz z radiostacją, oczko w głowie kompanii. Do tego często „z góry” przydzielają nam dodatkowe oddziały, a nawet oddają pod naszą komendę sprzęt ciężki w postaci BWP i czołgów.

Podczas gry wróg ma przewagę liczebną, często dysponuje też umocnionymi stanowiskami z WKM i innymi upierdliwymi zabawkami. Szybko się okazuje, że sam dobry pomysł nie wystarczy, bo choć nasi podopieczni całkiem sprawnie myślą, to przeciwnik jest równie cwany. W konsekwencji każda misja wymaga od nas sporego poświęcenia i dokładnego kontrolowania pola walki, wydawania precyzyjnych komend i częstego pauzowania – opóźniona spacja może zaważyć o przegranej. Walki są naprawdę gorące a zwycięstwa przynoszą nielichą satysfakcję. I choć lubię gry, które wymagają nieskończonej ilości prób i błędów, tutaj najmilej wspominam momenty, które pokonałem bez pomocy sejwa – zapobieganie poznanym planom wroga jest nieporównywalnie mniej satysfakcjonujące niż przeprowadzenie precyzyjnie zaplanowanej operacji.

Mechanizmy pola walki też zasługują na pochwałę. Choć pasek życia się uchował, a medyk jest w stanie bez problemu przywrócić go do stanu pierwotnego, to już sama wymiana ognia znacząco odbiega od gatunkowej sztampy. Oddzielnie obliczany jest tor lotu każdego pocisku, a niektóre pestki odbijają się od osłon po czym zmierzają w sobie tylko znanym kierunku. Możliwe jest przypadkowe przerzedzenie oddziału, który „hen” tam gdzieś daleko poza polem widzenia zapomniał się położyć. Oczywiście fale uderzeniowe też stosują się do praw fizyki i nie zabiją przez przeszkodę „bo tak”, co niestety nie jest oczywiste w tym garunku. Realizm nie jest absolutny, przykładowo pociski z różnych broni przez silnik gry traktowane są jako zupełnie inne typy materii, jednak w ocenie ogólnej system wymiany ognia idealnie pasuje do konwencji i założeń gry.

Fabularna różnorodność misji nie przekracza minimalnego progu tolerancji, a w niektórych z nich pojawiają się nawet nawiązania do fabuły filmu. Luźne, bo luźne, ale nikt normalny nie wymaga tego od dobrej filmówki, a tak dostajemy pokaźny zestaw operacji wojskowych do zwyciężenia. Drażni mnie w zestawie poziomów jedynie zabugowany fragment skradankowy, w którym gracz nie ma wpływu na parametry prawdopodobieństwa sukcesu– całe szczęście, że to tylko początek ciekawego scenariusza. A skoro mówimy o wadach – przydała by się możliwość używania wrogiego sprzętu lekkiego, a nie tylko amunicji i stanowisk stacjonarnych. Budynki obracające się w ruinę po dwóch eksplozjach granatów to też jakby zbytnie uproszczenie. Dochodzi do tego jeden bardzo poważny błąd w misji z geologami i głupiejący rag-doll. Zwłoki śmigające w kierunku stratosfery czy lekki jak piórko wrak czołgu pchany przez bewupa to standard.

Ogółem jednak od strony graficznej gra nie ma się czego wstydzić. Stylistycznie idealny interfejs jest bardzo elegancki i przejrzysty. Modele postaci, jak i wszelakich innych obiektów są odpowiednio szczegółowe. Kurz za pojazdami wygląda świetnie, wymiana ognia prezentuje się wyśmienicie, a eksplozje na tle eksplozji to już pierwsza liga. Dość powiedzieć, że zrobiłem sobie serię zrzutów z gry na tapety ekranu. Wszystko jest ładne, nawet bez dodawania „jak na swoje czasy”, więc przysłowiowe 89% graczy nie splunie na widok tej gry.

Ale i tak najważniejszy nawet dla nich będzie klimat. Do jego stworzenia twórcy podporządkowali sobie nawet intro, menu główne oraz ekrany wczytywania, podczas których pokazywane są fragmenty filmu. A zaraz po nich znajdziemy się znów w niegościnnym Afganistanie, zobaczymy naszych wojaków, podsłuchamy ich rozmowy, których beztroskę przerywa okrzyk kompana – „Duchy!”. I się zaczyna. Walka, podczas której lepiej niż w jakiejkolwiek sztuce czy filmie widać terror wojny. Tutaj nie obserwujesz wydarzeń, masz na nie bezpośredni wpływ, jakbyś był ich reżyserem, a nawet więcej, bo jesteś emocjonalnie związany z każdym wojakiem. Wszystko to potęguje niesamowita muzyka, nagrana na potrzeby gry, ale bardzo podobna do filmowej. Spokojna, gdy wymaga tego sytuacja, dynamiczna podczas walk, której ukoronowaniem jest genialny utwór z menu, dołujący człowieka od pierwszych nut, uwypuklający tragedię dziejącą się na ekranie. Bo błędna decyzja to nie tylko przegrana misja, ty nic nie możesz zrobić, totalny amok i pustka w głowie i musisz bezradnie patrzeć, jak twoi żołnierze giną… Jak śmierć zbiera swoje żniwa, bo zachciało się pobawić w wojenkę… Nie zrozumiesz tego…

Nie, no znowu pękłem. Ale co ja poradzę? Jak mam inaczej pisać o grze, która wywarła na mnie takie wrażenie, która przeniosła mnie w autentyczny, ogarnięty wojną Środkowy wschód? Która sprawiła, że klikając na ikonę czułem, jakbym miał nigdy nie wrócić do domu?

Do tego, niejako na dodatek, dostałem bardzo dobrze zrobioną grę taktyczną. Nieprzesadnie długą, raz, wymagającą pomyślunku i dobrze zakodowaną. Ale przede wszystkim uderzającą swoim, może nawet niezamierzonym, przekazem i wbijającą się głęboko pamięć.

Klimat! Taktyczne bitwy Silny, ale nie absolutny realizm Muzyka
Gra „do jednego przejścia” Nie na długie posiedzenia
Autor: M'cin, Brak komentarzy · 210 czytań
Komentarze (0)



Nick: