Organizacja - seria odcinkowa »

Organizacja - Odcinek 2

Poprzedni odcinek | Spis odcinków | Następny odcinek

Organizacja


Odcinek drugi


6 sierpnia 2001
Monrowia, Liberia

Franz Steinbrück miał zabić ludzi chcących zapobiec zamachowi na życie obecnego prezydenta Liberii Charlesa Ghankay Taylora. Paradoks polegał na tym, że on wcale nie należał do wywrotowców chcących obalić władzę. Nawet nie interesowało go po co najemnicy przybyli do tego kraju, on po prostu miał zlikwidować pięciu ludzi, którzy zostali tu wysłani za pośrednictwem A.I.M. Jeśli przy okazji będzie musiał zneutralizować tych dwóch rządowych agentów kręcących się wokół nie będzie to poważna przeszkoda na drodze do, całkiem sporej, sumy zaoferowanej przez pewnego biznesmena z Europy Zachodniej.

Choć lubił pracować w pojedynkę tym razem zdecydował się na towarzystwo Amerykanina Toma Cooka, byłego żołnierza piechoty morskiej zwolnionego ze służby za całkowity brak dyscypliny wobec dowódcy. Na marginesie, tego dowódcę znaleziono dwa miesiące później martwego na własnym tarasie. Podejrzanego Toma Cooka w Stanach Zjednoczonych jednak już nie było.

Znajdowali się na przedmieściach stolicy Liberii i od kilku godzin obserwowali dom, w którym, na czas operacji, zamieszkali najemnicy. Siedzieli na przemian przy oknie budynku naprzeciw i czekali na powrót tamtych. Franza denerwował fakt, że jeszcze nie ma ich z powrotem, a jeszcze bardziej irytowało go, iż nie mieli pojęcia gdzie oni są. A wszystko przez tego durnego Amerykanina, który zasnął, gdy najemnicy opuszczali dom. Steinbrück miał nadzieję, że żołnierze mają zamiar wrócić, bo tłumaczenie szefowi, iż plan nie wypalił nie należało do jego planów na najbliższy czas.
-Cholera, jak mogłeś być tak głupi, żeby zasnąć. – wypowiedział to zdanie dzisiaj chyba po raz setny – Durniu, gdybyś widział jak odjeżdżają moglibyśmy ich śledzić, wiedzieć dokąd i po co wyjechali, a teraz nie wiemy nawet czy wrócą!
-Już się tak nie denerwuj Franz, - starał się udobruchać swojego kompana – jestem pewny, że tu wrócą. Dlaczego mieliby nie wracać jeśli nie zorientowali się, że są obserwowani? A jak już tu będą to, tak jak mówiłeś, dzisiaj się ich pozbędziemy i wracasz do Europy, a ja do tych pieprzonych Stanów.
-Lepiej, żebyś miał rację, bo jak będę musiał za nimi biegać po tym cholernym, zacofanym kraju to zadbam o to, żebyś więcej tego świata nie oglądał. – Tom spojrzał na niego zdziwionym wzrokiem – Ja nie żartuje, wiesz o tym…


9 sierpnia 2001
Londyn, Wielka Brytania

-Cholera jasna. – Stephen zaklął, kiedy zdał sobie sprawę, że wpadł w zastawioną pułapkę, Schwarz leżał pod prysznicem z wielką dziurą z tyłu głowy, a pod hotelem wyły syreny policyjne – Zdaje się, że to ty załatwiłeś mnie – powiedział w stronę martwego mężczyzny.
Wiedział, że musi działać szybko. Wybiegł z łazienki i dopadł do drzwi pokoju. Najpierw uchylił je – „działać szybko” nie znaczy nieostrożnie – i wyjrzał na korytarz. Kiedy uznał, że nic mu nie zagraża wyszedł. Zamykał właśnie drzwi, kiedy usłyszał tupot nóg na schodach i ponaglające głosy kilku osób. Zniknął za załomem korytarza dokładnie w momencie, gdy policjanci dotarli na to piętro. Zdawał sobie sprawę, że czasu nie ma za wiele, a te kilka sekund zanim funkcjonariusze go znajdą musi jak najlepiej wykorzystać. Pierwszą rzeczą, jaka wpadła mu do głowy było to, że trzeba się gdzieś schować, bo na tym korytarzu nie ma zbyt wiele szans. Chwycił gałkę najbliższych drzwi i ją przekręcił. Dosłownie sekundę po tym, jak przekroczył próg usłyszał krótki, ale przeraźliwy krzyk kobiety.

Przy oknie stała młoda dziewczyna wpatrując się z niedowierzaniem w pistolet w ręce Stephena. Rothman wiedział, że wybór tych drzwi był błędem. Szybko wycofał się na korytarz, lecz w tym samym momencie zza rogu wybiegł funkcjonariusz policyjny.


Berlin, Republika Federalna Niemiec

Thor Kaufman wycelował niemiecki pistolet samopowtarzalny USP w Rudolfa Steigera, gdy ten tylko otworzył drzwi pokoju.
-****, weź opuść tą pukawkę! – warknął tamten gniewnie – Poza tym powinieneś zamknąć drzwi, a nie celować do każdej sprzątaczki, która tu wejdzie.
Thor posłusznie odłożył broń i, obserwując jak jego kolega zamyka drzwi na klucz, wyciągnął z szuflady paczkę papierosów marki Lucky Strike i rzucił mu je.
-Zapal sobie to się odstresujesz. – powiedział leniwie – Choć osobiście uważam, że palenie zabije cię dużo szybciej niż kula nieprzyjaciela.

Rudolf Steiger był wysokim Niemcem o sylwetce sportowca, którą zawdzięczał codziennym biegom, częstemu pływaniu i wizytom w siłowni. Choć o swoją kondycję dbał z zapałem godnym fanatyka palił średnio półtorej paczki dziennie, mówiąc przy tym, że tylko po to tyle biega, aby mógł wydawać swoje niemałe wynagrodzenie na papierosy. Ten były członek Grenzschutzgruppe 9, niemieckiego oddziału antyterrorystycznego utworzonego po zamachu na olimpiadzie w Monachium, z kilku lat służby w tej formacji wyniósł olbrzymie doświadczenie. Należał do najlepszych strzelców w szeregach Organizacji – nawet żartowano, że z odległości trzech kilometrów potrafi wytrącić orzeszek z łap wiewiórki. W Berlinie, razem z Thorem Kaufmanem, na zlecenie pewnej grupy handlarzy bronią, miał zlikwidować... inną grupę niemieckich handlarzy bronią. Trochę śmieszyło go, że tacy ludzie potrzebują pomocy zawodowców, ale nie narzekał. Razem z Thorem wystawił odpowiednio wysoki rachunek.

-Ciebie natomiast prędzej od fajek wykończy jakiś snajper. – Steiger nie podważał umiejętności kolegi, po prostu Thor nigdy nie miał papierosa w ustach, więc palenie nie mogło go zabić – ****, jaki upał w tym zasranym Berlinie. – nagle zmienił temat
-Przecież hotel jest klimatyzowany, nie rozumiem o co ci chodzi. – odpowiedział ze złośliwym uśmiechem na twarzy
-Cholera, łatwo ci mówić, bo siedzisz tu cały czas i rozpłaszczasz dupę na tym wygodnym łóżku. – zaciągnął się, wydmuchnął dym nosem i mówił dalej celując dłonią, trzymającą papierosa, w kolegę – W czasie, kiedy ty ledwo zjadłeś śniadanie zdążyłem już kupić bilety na nocny pociąg do Hamburga. Odchodzi z Ostbahnhof więc nie będziemy mieli daleko. Wsiadamy do niego oczywiście pod warunkiem, że wyrobimy się do tego czasu z naszym zadaniem. W razie jeśliby się nie udało będziemy mogli pojechać porannym. – rzucił Thorowi dwa bilety kolejowe – Masz, na wypadek, gdybyśmy opuszczali Berlin osobno. W razie spóźnienia na pociąg do Hamburga i jednoczesnej konieczności szybkiej ucieczki z miasta w grę wchodzi jeszcze wycieczka do Frankfurtu nad Odrą. Problem w tym, że odjeżdża tylko pół godziny po tym do Hamburga.
-Jak zwykle wszystko przygotowane. – podsumował Thor – Nie wydaje mi się, żeby miały być jakieś problemy, poza tym naprawdę nie rozumiem dlaczego nie chcesz stąd wyjechać samochodami. – widząc, że Steiger nie ma zamiaru podjąć tematu, kontynuował swoją wypowiedź – Niemniej opuszczenie tego okropnego miasta, nieważne jak i czym, będzie prawdziwą przyjemnością. Nie znoszę Berlina.
-Nie ty jeden, chłopie. – Rudolf stanął przy oknie spojrzał na płynącą rzekę Spree, Szprawę – Dobra, jeszcze raz powtórzmy nasz plan...


Londyn, Wielka Brytania

Na szczęście nie były to oddziały specjalne.
Bez zastanowienia, w pełni ufając swoim odruchom, Stephen podniósł prawą rękę jednocześnie ściągając spust w momencie, gdy serce przeciwnika znalazło się na linii strzału. Z lufy broni wydobyło się dwukrotnie ciche „paf” i młody policjant został odrzucony na ścianę za nim. Zabójca wiedział, że teraz nie uniknie walki, ale ma jeszcze szansę uniknąć złapania. Trzymając rękę wciąż wyciągniętą przed siebie, zrobił zaledwie krok do przodu, gdy wyrósł przed nim kolejny policjant, który tym razem był już lepiej przygotowany od martwego kolegi i trzymał broń gotową do strzału. Zanim jednak zdążył się choć przyjrzeć Rothmanowi ten już złapał go za gardło i uderzył z całej siły kolbą pistoletu w głowę. Używając nieprzytomnego policjanta jako tarczy wyłonił się zza rogu i zobaczył następnych dwóch przeciwników celujących do niego z broni krótkiej.

-On ciągle żyje! – ostrzegł Stephen, co wywołało chwilę wahania u stróżów prawa i powstrzymało ich przed otwarciem ognia. Ta, trwająca ułamek sekundy, chwila wystarczyła najemnikowi, aby wycelować w tego znajdującego się bliżej i trafić go w prawy bok. Zanim upadł kula rozerwała następnemu policjantowi gardło. Stephen, nie chcąc aby go rozpoznano, dobił trzymającego się za żebra mężczyznę. Uznał, że ten, którego użył jako tarczy nie zdążył się mu przyjrzeć i zapamiętać, więc zostawił go przy życiu. Teraz musiał pozbyć się broni i wrócić do swojego pokoju zanim pojawi się więcej przedstawicieli prawa, którzy na pewno zadecydują przesłuchać wszystkich gości hotelowych.
Podbiegł do schodów i spojrzał w dół czy nie nadbiegają kolejni policjanci, a potem co sił w nogach ruszył do góry. Przeskakując po dwa stopnie na raz schował pistolet do kabury, zapiął marynarkę i ściągnął skórzane rękawiczki, które dwa piętra wyżej włożył pod pachę. Wyglądało to dziwnie, ale na pewno lepiej niż gdyby miał je wciąż na rękach. Odgarnął włosy, wziął głęboki oddech i zapukał do pierwszego pokoju, który mijał.
-Proszę! – odezwał się męski głos ze środka
-Cholera, zajęty – mruknął pod nosem i otworzył drzwi – Oh, bardzo przepraszam pana! – zaczął na wstępie, gdy zobaczył niewysokiego człowieczka w okularach – Myślałem, że tu mieszka mój przyjaciel, musiałem się pomylić.
-Nic się nie stało. – odrzekł tamten z uśmiechem na ustach – Musiał pan też pomylić piętra, – dodał po chwili – jeśli się nie mylę jest to chyba jedyne piętro z jednym lokatorem, na wszystkich innych prawie wszystkie pokoje są zajęte.
-Rozumiem. – odpowiedział Stephen – Do widzenia i jeszcze raz przepraszam.

Zamknął za sobą drzwi, rzucił okiem w stronę schodów i zapukał do następnych drzwi modląc się, aby tym razem nikogo za nimi nie było. Na szczęście nie usłyszał zgody na wejście, więc wyciągnął z kieszeni wytrych i błyskawicznie otworzył zamek. Szybkim krokiem wszedł do pokoju, zdjął marynarkę, a następnie odpiął spod pachy kaburę i wrzucił w łazience do kosza na śmieci. Innego pomysłu na razie miał.
Zbiegając po schodach na swoje piętro słyszał, że niżej jakiś mężczyzna próbuje uspokoić rozhisteryzowaną kobietę, ktoś inny wydawał komendy.
-Nie mógł zejść na dół po schodach, bo byśmy go widzieli, nie zjechał też windą. Wszystkie wyjścia są obstawione przez naszych ludzi, on musi być w tym budynku. Najprawdopodobniej ucieka w górę. James, weź dwóch ludzi i spraw piętra powyżej, tylko ostrożnie! Zabił już trzech policjantów.
Stephen nie słuchał dłużej, ale wszedł do swojego pokoju, włączył radio, szybko się rozebrał, rzeczy schował do szafy i poszedł wziąć prysznic. Kiedy do łazienki wszedł policjant zaprzeczył jakoby miał coś widzieć lub słyszeć, bo przecież akurat się kąpał...

Autor: Popuś, Brak komentarzy · 7027 czytań
Komentarze (0)



Nick: