Jagged Alliance 2 v1.13 AAR »

Wyzwolenie Arulco: Odcinek 5 - Tak, Moja Królowo...

Wyzwolenie Arulco

Odcinek 5: Tak, Moja Królowo...

Nikt w całym Arulco nie znał tak dobrze swojej ukochanej królowej jak Eliot. Pracował dla niej odkąd przejęła władzę i w ciągu kilku lat wspinał się po szczeblach kariery, aż w końcu osiągnął szczyt marzeń dla wielu jakby się wydawało bardziej uzdolnionych i lepiej wykwalifikowanych na to stanowisko ludzi. Eliot był bowiem prawą ręką Deidranny. Przynajmniej tak to wyglądało w teorii i zawsze sobie powtarzał, że umieści to w swoim CV, jeśli musiałby szukać nowej pracy, ale był to dla niego raczej żart, ponieważ nie wyobrażał sobie, że mógłby stracić to stanowisko.

Miał dosłownie wszystko. Dość luksusowe mieszkanie w centrum Meduny – stolicy kraju, przepustkę pozwalającą mu dostać się do niemal każdego miejsca w kraju, zaliczając do nich tajne placówki wojskowe i badawcze, w które królowa inwestowała znaczną część budżetu państwa. Kilka lat temu sprowadził sobie z zagranicy samochód. Infrastruktura drogowa w Arulco nie należała do najlepszych, ale udało mu się dostać używanego, ale w całkiem niezłym stanie Volkswagena Golfa I. Był wytrzymały, nie psuł się i jeździł, co Eliotowi kompletnie wystarczało. Po raz kolejny wykorzystał jeden z przywilejów jakim go obdarzono, ponieważ miał o wiele większy od zwykłych mieszkańców przydział na benzynę. Tak... życie Eliota wydawało się być idealne, niestety miało również wiele wad i czasem się zastanawiał czy nie przewyższają one nawet tak wspaniałych zalet.

Nie licząc niego, wiedziało o tym praktycznie tylko kilku bliskich współpracowników Deidranny: jej generałowie i gwardia przyboczna. Przede wszystkim praktycznie mieszkał w obrębie pałacu, a nie w mieszkaniu, w którym był ostatnio może dwa miesiące temu. Wszystko za sprawą walk z rebeliantami na północy. Pozornie wydawałoby się, że jest to zaleta, niestety kwatera naszego przyjaciela daleko odbiegała od jakichkolwiek standardów. Brak miejsca w koszarach, czy nawet kwaterach dla służby powodował, że musiał mieszkać w komórce na narzędzia niedaleko pałacu, w ogrodach królewskich. Miał szczęście, że Meduna znajduje się na południu państwa, gdzie klimat jest dość łagodny. Niestety obskurność tego miejsca czasem go przerażała, ale miało to dobre strony dla jego pracy, ponieważ starał się tam przebywać jak najmniej.

Swojego samochodu też dawno nie widział i to nie dlatego, ze stoi cały czas pod mieszkaniem. Gdy miało dojść do ostatecznego szturmu na Omertę, Eliot został wysłany przez Deidrannę w celu meldowania jej o postępach wojsk. Schlebiało mu bardzo, ze Królowa darzy go tak dużym zaufaniem. Tak czy inaczej jego samochód odszedł wtedy w niepamięć. Kiedy właśnie rozmawiał przez radiostację z Deidranną, dokładnie niczym reporter wojenny opisując jej przygotowania do ataku, jakieś dziesięć metrów za jego plecami rozległ się ogłuszający zgrzyt. Okazało się, że dość masywna maszyna jaką jest czołg T-54 przejechała po jego ukochanym samochodzie tworząc niczego nie przypominającą mieszkankę metalu, szkła i ziemi. Eliot tak się przejął tym wydarzeniem, że zignorował swoją ukochaną królową...

Jego kochany Golf był zmiażdżony, a same walki trwały niedługo i siły uderzeniowe wracały do swoich baz. Oczywiście dla Eliota znowu zabrakło miejsca, przez co wracał do Meduny na piechotę. Zajęło mu to trzy dni, a po powrocie czekała go na pewno nieprzyjemna rozmowa z królową... choć to słowo w ogóle nie oddawało charakteru tego wydarzenia. Eliot przypomniał sobie wtedy jak dawno nie był bity przez swoją panią, która miała nad wyraz ciętą rękę jak na kobietę tej postury. B ez żadnego słowa zaatakowała i jednym ciosem wymierzonym w szczękę powaliła go na ziemię, a następnie otrzymał parę kopniaków. Gdy doszedł do siebie w swojej komórce było już późno i żal do Deidranny już mu przeszedł. Sam nie do końca wiedział za co ją właściwie wielbił. Może chodziło o tą energię jaka z niej emanowała, która wymuszała posłuszeństwo? W każdym razie nie było chyba w całym Arulco bardziej lojalnego poddanego. Eliot nie wiedział co by królowa musiała zrobić, żeby się od niej odwrócił.

Raport 254/01/05

Garnizon na terenie kopalni w Drassen został postawiony w stan najwyższej gotowości zaraz po informacji o walkach w okolicy pobliskiego lotniska. Dowódca, porucznik Smith oferował pomoc w zwalczeniu przeciwnika na tym obszarze, ale jego propozycja spotkała się z odmową. W związku z powyższym postanowiono utworzyć perymetr obronny wzdłuż północnej granicy naszego sektora obronnego, zajmując możliwie jak najwięcej budynków. Z powodu zbyt małej ilości ludzi zmuszeni zostaliśmy do oddania części terenu, a z braku czasu zrezygnowano z obstawienia kościoła, ponieważ por. był pewien, że nie ma szans żeby ojciec Walker ustąpił, a rozwiązanie siłowe po ostatniej reprymendzie ze strony Watykanu było niemożliwe ze względów politycznych. Takie było uzasadnienie dowódcy oddziału. W związku z powyższym obrona została umiejscowiona na takim terenie (zdj. 1).

Po około 25 minutach szer. Dominguez usłyszał strzały dobiegające z północy, mniej więcej z odległości 300 metrów. Prawdopodobne było, że obrona się załamała i nieznane siły przeciwnika zaatakują nasze pozycje. Mimo przygotowanej linii obronnej , niektórzy zostali zaskoczeni przez oddziały wroga. Jak się później okazało nie byli to rebelianci, a zawodowi żołnierze, prawdopodobnie najemnicy sądząc po profesjonalnym, ale zróżnicowanym sprzęcie. Oddział był niewielki i składał się z 5 osób. Większość była uzbrojona w broń automatyczną, kamizelki kuloodporne, hełmy i wszelakie udogodnienia odnośnie oporządzenia. Wyrażając prywatną opinię mogę stwierdzić, że ich sprzęt jakościowo może być porównywalny tylko do regularnych oddziałów naszej armii, a nawet do elitarnej Gwardii Królewskiej.

Atak został przeprowadzony z dwóch kierunków, a napastnicy podzielili się na mniejsze zespoły. Ogólnym celem było utrzymanie się na części zachodniej a następnie kontratak i oskrzydlenie przeciwnika od wschodu (zdj. 2), niestety grupa uderzeniowa została szybko wykryta i zniszczona przez przeciwnika. Sądząc po dźwięku i szybkostrzelności była to broń wsparcia. Tereny utracone na wschodzie zostały bezpowrotnie utracone (zdj. 3) przez co morale drastycznie spadło, szczególnie, że sami zostaliśmy oskrzydleni. Chwilę później zginął por. Smith otrzymując krótką serię w tułów z broni automatycznej. Kolejny budynek był stracony, a ludzie zaczęli panikować. (zdj. 4, 5)

Obrona załamała się do reszty. Niektórzy z broniących w ogóle nie próbowali walczyć, a wraz z drugim sierżantem nie mogliśmy ich zdyscyplinować. W ciągu 30 sekund centrum miasta zostało przejęte, a my zepchnięci do wejścia kopalni. Większość garnizonu nie żyła. Uznałem, że należy się wycofać. Podczas odwrotu po raz kolejny oddano strzały z RKMu. W ostatecznym rozrachunku przeżyłem tylko ja i jeden z szeregowców. Tymczasowo zostaliśmy wcieleni do najbliższego patrolu pod miastem. Godzinę później odezwał się nasz kontakt w mieście. Najemnicy nawiązali współpracę z zarządcą kopalni i zaczęli czerpać zyski z wydobycia, oraz dogadali się z proboszczem z lokalnego kościoła. Na chwilę obecną lojalność wobec rebelii jest w tym sektorze niepokojąco wysoka.

Podpisano:

Sierż. Albert Simmons

Załącznik:

1. Zdjęcia operacyjne:

Eliot wolał nie myśleć co Deidranna mu zrobi za przyniesienie takich wieści... Czym prędzej udał się do Sali Tronowej. Królowa wyglądała jakby coś podejrzewała. Nie siedziała zazwyczaj na swoim tronie, a spacerowała w tę i z powrotem po pomieszczeniu. Widać było, że ma zły dzień. Od razu rzuciła Eliotowi zabójcze spojrzenie. Była to kobieta średniej postury, całkiem nieźle się trzymająca jak na swój wiek. Czarne, krótkie włosy dodawały jej uroku, ale od razu widać było kto rządzi w tym państwie. Wyraz twarzy był złowieszczy, a oczy królowej wpatrywały się w każdego tak głęboko, że miało się uczucie, że zaraz umrzesz.

Eliot bał się tego spojrzenia, ale nie miał wyboru przy składaniu raportów. Nauczył się go całkiem dokładnie, nie chciał jednocześnie podawać szczegółów, które by tylko rozdrażniły jego panią. Uznał, że lepiej będzie podrzucić raport na kontuar niedaleko jej tronu, a samemu przedstawić tylko ogół sytuacji. Złożenie zwięzłego raportu zajęło mu kilka minut. Królowa na razie łagodnie potakiwała z czasem krzywiąc się niemiłosiernie. Gdy skończył przemówiła:

- Komandosi, śmigłowiec, zajęte miasto, zniszczone patrole... - Uderzyła z całej siły Eliota w policzek. Z trudem utrzymał się na nogach i wyczuł, że pozostanie po tym ciosie ślad. Trzeźwość umysłu wróciła dzięki rykowi Deidranny:

ELIOOOOT!!! TY IDIOTO! Skąd tu się mogli wziąć komandosi?! O czym ty pieprzysz do jasnej cholery?! To nie do pomyślenia! I żeby jakiś motłoch rozwalał moje patrole! KTO im na to POZWOLIŁ?! Natychmiast wyślij oddziały do Drassen i zadbaj o to, żeby nikt z komandosów nie przeżył, a zarządcę kopalni i tego ****** z lotniska mają za jaja powiesić. Nikt nie będzie się mnie przeciwstawiał!

- Tak Wasza Wysokość. Jeszcze dziś zostanie przeprowadzony kontratak – odpowiedział Eliot.

- Na co czekasz baranie? Ruszaj!

Eliot pospiesznie wybiegł z Sali tronowej. Cudem nie dostał w głowę lecącym w jego stronę wazonem. Niestety był to dopiero początek męki "prawej reki", a raczej "chłopca do bicia" królowej. Nie wyobrażał sobie nawet jak to wszystko się dla niego skończy...

Autor: Goliat, 1 komentarz · 7325 czytań
Komentarze (1)
  • Avatar użytkownikaJollyBuszko

    Bardzo fajne jedyne do czego mogę się przyczepić to to że armia Arluco używa M48 nie M 54 . ( Chyba że o czymś nie wiem .... )




Nick: