Jagged Alliance 2 v1.13 AAR »

Wyzwolenie Arulco: Odcinek 4 - Dzięki za ratunek

Wyzwolenie Arulco

Odcinek 4: Dzięki za ratunek

Kiedy lotnisko zostało zajęte, morale oddziału znacznie się powiększyło, Irze nawet nie przeszkadzał ból. Ledwie niosła apteczkę na ramieniu, a rewolwer w kaburze najwyraźniej jej ciążył, ale nie pisnęła nawet słowa. Była tak oddana ludziom mieszkającym w tym państwie, że nie zważała na żadne trudności. Jednak wolałem ją trzymać na uboczu i w najbliższej walce raczej wykorzystać ją jako ubezpieczenie tyłów i specjalistkę odnośnie terenu.

Uznałem, że niebezpieczne będzie iść główną drogą, więc udaliśmy się na południe, do części mieszkalnej miasta, przez nieużywaną już część lotniska. Cały teren został wiele lat temu zbombardowany i zniszczony, gdy Deidranna przejęła władzę. Wcześniej znajdowały się tu siedziba lokalnego aeroklubu, jak i prywatne maszyny bogatych przedsiębiorców z Arulco. Niestety wszystko się skończyło. Teraz gdyby nie wraki kilku szybowców, awionetek, a nawet śmigłowca nikt by nie powiedział, że to kiedyś było lotnisko. Z drugiej strony walka na takim terenie była dla nas łatwiejsza, więcej osłon znajdowało się od naszej strony.

Przekonaliśmy się o tym zaraz po dojściu do końca pasa startowego. Nagle Steroid zamarł w ruchu i powiedział szeptem, że coś słyszy... Chwilę później zza wraku awionetki wychylił się jeden z żołnierzy, ostatnią rzeczą jaką widział w swoim życiu był Steroid z Hitmanem, z czego ten pierwszy wymierzył śmiertelny cios. Niestety Gontarski nie był specem od broni maszynowej i krótka seria zamieniła się w 8 pociskową kanonadę, która dosłownie zamieniła ciało tego biedaka w durszlak. Widok był okropny, Spider nie wytrzymała i musiała wymiotować. Na szczęście szybko się pozbierała. Niestety narobiliśmy wystarczająco hałasu, żeby reszta garnizonu tu zaraz przybiegła. Ira została pilnować teren przy zniszczonym hangarze niedaleko wraku śmigłowca, a my ruszyliśmy dalej, trzymając głowy nisko.

Tradycyjnie z przodu byłem ja, choć biorąc pod uwagę nasz sprzęt nie miało już to aż takiego znaczenia. Pistolety w oddziale w końcu pełniły przeznaczoną sobie rolę, a po transporcie ze sklepu z bronią Bobbego Raya mogło być tylko lepiej. Skradanie się poprzez gęste krzaki przyniosło efekty. Po raz kolejny nie zostaliśmy zauważeni, przez co czułem coraz większą pewność siebie, co jak się okazało mogło mnie zgubić kilka minut później. Zająłem wygodną pozycję strzelecką przy drzewie i... oddałem kolejny strzał, niestety przeciwnik był sporej postury i przeżył go, a następnie się wycofał (jak się okazało wykrwawił się kilkanaście metrów dalej).

W takiej celności była, nieskromnie mówiąc zasługa moich umiejętności strzeleckich, ale przede wszystkim wyposażenia. Miałem na myśli głównie celownik kolimatorowy typu Aimpoint Comp4s. Był to jeden z lepszych przyrządów celowniczych na rynku w tej klasie, a co najważniejsze wyszedł w standardzie M68CCo, przez co pasował do każdego montażu w broniach produkowanych dla US Army. Producent zapewniał w instrukcji obsługi o żywotności baterii wynoszącej 8 lat, nie zdziwię się, gdy okaże się to prawdą. Inną zaletą tej zabawki była możliwość podczepienia nocnych przyrządów optycznych, w tym tych najnowocześniejszych z trzeciej generacji. Pewnie w przyszłości trzeba będzie dokupić taki sprzęt, an razie będę polegać na swoich umiejętnościach i noktowizorze przypiętym do hełmu.

Mój strzał wywołał prawdziwe poruszenie w patrolu przeciwnika, wszyscy nagle rozbiegli się na boki szukając osłony, ale my byliśmy czujni. W osłupienie wprowadziła mnie Spider, która swoim niedawno zdobytym podczas walk na lotnisku karabinem dokonywała istnego spustoszenia. Zawsze uważałem ją za miernego strzelca, było to dla mnie miłe zaskoczenie. Kilka serii ode mnie i Hitmana uwieńczyło dzieło... Tak mi się wydawało przez kilka najbliższych sekund, gdy nagle krzaki niedaleko budynku ożyły i... postrzeliły mnie w brzuch. Na szczęście oprócz silnego bólu nic mi się nie stało, bo większość energii z uderzenia przyjęła na siebie kamizelka balistyczna. Cóż, jak najszybciej trzeba będzie kupić do niej nowe wkłady. A ja nie mogę sobie pozwalać na takie błędy, co by było gdyby to był karabinek, albo coś cięższego?

W tym samym czasie Steroid ubezpieczał naszą prawą flankę, jak się potem okazało nie było to potrzebne, ale ostrożności nigdy za wiele. Ostatnim aktem rozpaczy chciał nas pokonać chyba dowódca patrolu. Wyskoczył na nas zza rogu budynku z pistoletem i z okrzykiem na ustach zaczął strzelać przed siebie, koszmarnie niecelnie z resztą. Hitman podniósł broń i jedną serią powalił przeciwnika na ziemię.

Sami wyruszyliśmy dalej na południe i na wysokości pozycji patrolu nagle koło ucha Hitmana świsnęła kula... Od razu posłałem serie w kierunku napastnika, który ukrył się za drzewem. Miał przy sobie tylko broń krótką, więc uznałem, dość ryzykownie, że go wywabię stamtąd. Zacząłem podbiegać do niego od jego lewej strony. Uznał mnie najwyraźniej za łatwy cel, bo od razu się wychylił, co mistrzowsko wykorzystała Spider... to był koniec walk na tym terenie.

Ira zaczęła opatrywać moją ranę. Okazało się, że kula utkwiła w kamizelce, ale dość porządnie uderzyła mnie w okolice wątroby (Donna wraz ze Steroidem zbierała sprzęt od pokonanych). Była to całkiem ładna i młoda kobieta, a przez jej niewinne spojrzenie w życiu by nikt nie podejrzewał, że jest w stanie skrzywdzić muchę. Może nie była żołnierzem, ale jednała z nami mieszkańców Arulco, niektórzy mieszkańcy Drassen wyszli nam nawet na powitane i zadeklarowali pomoc. Miałem się tym zająć w przyszłości. Gdy jeden z chłopców bawił się moją latarką Irze nagle jakby się coś przypomniało. Szybko dokończyła opatrunek, podała mi kamizelkę i resztę sprzętu i powiedziała:

Musimy załatwić jeszcze jedną sprawę tutaj zanim ruszymy odbijać teren kopalni. Niedaleko stąd, we wschodniej części miasta znajduje się fabryka. Zarządza nią niejaka Doreen i produkuje tam odzież, przeważnie z propagandowymi napisami dla Deideranny – nagle się skrzywiła i głos się jej załamał jakby zaraz się miała rozpłakać - Wykorzystuje do tej pracy... małe dzieci. Są dla niej niczym niewolnicy, a ponieważ, ze są to sieroty, to nikt się nimi nie opiekował. Mieszkańcy nie mogli nic zrobić, bo nie stać ich na utrzymanie tylu maluchów, sami ledwo zarabiają na chleb. Na dodatek wcześniej żołnierze Królowej pilnowali fabryki. Teraz możemy to zmienić!

Interwencja w fabryce Dorren

Szybko wstałem, dopiąłem kamizelkę, zabezpieczyłem karabinek i ruszyłem do tej fabryki. Ogarnęła mnie wściekłość, jak można tak postępować z ludźmi, na dodatek dziećmi. Wszedłem do środka. Była to niewielka hala produkcyjna, przy pulpitach stały małe dzieci. Najstarsze z nich miało może 12 lat. Wyciągnąłem z kabury swojego Makarowa i udałem się do jedynej dorosłej oprócz mnie osoby w budynku. Musiała to być Doreen. Przystawiłem jej pistolet do głowy i wrzasnąłem. Nie pamiętam już dokładnie co wtedy mówiłem, byłem po prostu w napadzie furii. Moja mowa, albo raczej ton były tak przekonujące, że zaczęła błagać o życie.

Nie wiem czemu jej nie zabiłem. Może dlatego, ze były tu dzieci, a naoglądały się już dość przemocy w swoim życiu. Pozwoliłem jej odejść, ale powiedziałem, ze jak jeszcze ją kiedyś spotkam, to nie dostanie drugiej szansy. Zostawiła klucze do biura, znalazłem tam kilka tysięcy dolarów w schowku. Przekazałem jej mieszkańcom miasta i powiedziałem, zęby zajęli się sierotami. Ich lojalność znacznie wzrosła, czułem to. Był to długi dzień, a jeszcze sporo brakowało do jego zakończenia. Czas było zająć najważniejszy teren, jakim była kopalnia srebra w Drassen.

Autor: Goliat, Brak komentarzy · 5279 czytań
Komentarze (0)



Nick: